《Wspaniałe Stulecie: Ogień i Lód》Diana
Advertisement
"Nie będę się bać."
Promienie słońca wpadły, przez okienko do malutkiej izdebki. Zatrzymały się na łożu, na którym leżała młoda dziewczyna. Kiedy dosięgły jej twarzy, zmarszczyła brwi. Po chwili otworzyła oczy o niezwykłej, błękitnej barwie. Podniosła się do pozycji siedzącej i przeciągnęła. Szybko wstała i nałożyła na siebie prosty szlafrok. Miała dzisiaj dużo do zrobienia, dlatego musiała się pospieszyć. Wykonała poranną toaletę i przebrała się w prostą, szarawą suknię. Włosy, długie, jasne i proste, zaplotła w warkocz. Założyła fartuszek i wyszła ze swojego pokoiku. W pałacyku było jeszcze cicho, godzina była wczesna, więc domownicy jeszcze spali. Tylko służba krzątała się tu i ówdzie. Zapalali pochodnie w ciemniejszych korytarzach, nosili rzeczy i robili porządki. Dziewczyna dostrzegła Annę, przełożoną służących. Starsza, pulchna kobieta uśmiechnęła się do niej wesoło.
- Widzę, że ranny ptaszek z ciebie.
- Mamy dużo pracy, wszakże za dwa tygodnie ma się odbyć ślub mojego przyrodniego brata.
- Na razie wszystko idzie dobrze. Zdążymy na czas o to się nie martw.
Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie. Przygotowania szły pełną parą. Zaczęli miesiąc temu i teraz zostały tylko potrawy, stroje i udekorowanie sali balowej. Ślub miał odbyć się w miejskiej katedrze, a potem goście mieli się tutaj bawić. Zaproszono chyba ze trzysta osób, o ile nie więcej.
- Idź do kuchni, podobno potrzeba tam pomocy.
Jasnowłosa przytaknęła i bardzo cicho udała się we skazane miejsce. Potrafiła zajmować się domem i wykonywać obowiązki. Była zorganizowana i przykładała się zawsze do pracy, której teraz było co nie miara. W końcu znalazła się w kuchni. Krzątało się tam kilka kobiet i dwóch pomocników. Było tam gorąco, z pieca buchały płomienie, a każdą wolną przestrzeń zajmowały naczynia i składniki. Na największym stole leżał świeżo upolowany dzik.
- Dobrze, że jesteś kochanie. - rzekła jedna z nich. - Trzeba upiec trzy ciasta, pani zażyczyła sobie na spróbowanie. Chce wybrać, które będzie na weselu.
Młódka bez słowa zabrała się do pracy. Musiała zapewne zdążyć przed wieczorną porą, wtedy nikomu nie będzie chciało się próbować wypieków. Kobiety przede wszystkim szykowały śniadanie dla domowników i robiły przetwory, które miały znaleźć się na weselu. Pan zamku nakazał otworzyć piwniczkę z winami i przejrzeć ją. Trzeba było zdecydować, które trunki zostaną podane gościom. Tym jednak chciał zająć się osobiście. Nie brakowało więc pracy, cały czas ktoś wychodził i wchodził.
***
Około godziny dziesiątej w kuchni się przerzedziło. Podano posiłki w prywatnych komnatach, większość domowników była już na nogach. Młódka właśnie pilnowała jak rosną wypieki i ugniatała ciasto na kolejne. Nieoczekiwanie drzwi otwarły się z łoskotem. Do środka wpadli dwaj młodzieńcy, pierwszy trzymał w ręku jedwabną chustkę, a drugi próbował go złapać i ją odzyskać. Wszyscy zaczęli się śmiać i oglądać ich zmagania.
- Thomasie chyba ci życie niemiłe! Oddaj mi to natychmiast! - zawołał wyższy z nich.
- Nie tak prędko! Pierw zdradź mi co takiego przygotowałeś dla swej lubej!
Złodziej zwinnie uskoczył i uciekł za stół, który teraz oddzielał ich od siebie. Okradziony miał zaciętą minę i byl zdeterminowany, żeby odzyskać swoją własność.
- To ma być niespodzianka, a znając twoją skołonność do ploteczek, zaraz wszystko wyjawisz.
- Swojemu najlepszemu przyjacielowi nie powiesz? Kto tak postępuje?
- Oddawaj!
Przyskoczył do niego i szamotali się przez chwilę, aż odebrał chustkę. Uśmiechnął się zwycięsko i schował ją do kieszonki na piersi. Rozejrzał się i dostrzegł młódkę spoglądającą na nich ze szerokim uśmiechem.
- Diano! Siostro kochana! - zawołał i zaraz zamknął ją w braterskim uścisku. - Jak ci dzionek mija?
- Dobrze, twoja matka zażyczyła sobie na spróbowanie trzy ciasta. Chce zdecydować, które mają pojawić się na weselu.
Nabrał na palec trochę masy i skosztował, trzepnęła go w ramie. Nigdy nie czuła się gorsza będąc bękartem. Prawda, ojciec jej nie uznał i nie nazywał córką, a jego żona uprzykrzała jej życie cały czas, ale mimo to była szczęśliwa. Miała dach nad głową, pracowała i spotykała się z bratem. Młodzieniec spojrzał na nią z wesołością. Miał brązowe, krótkie włosy i czekoladowe oczy. Był wysoki, szeroki w barkach, ale wąski w biodrach. Był bardzo podobny do ich ojca, po matce odziedziczył ciemniejszy o ton kolor skóry i kilka cech charakteru.
Advertisement
- Cokolwiek upieczesz, na pewno będzie dobre. - rzekł z głębokim przekonaniem.
Diana zarumieniła się lekko na ten komplement. Bardzo cieszyła się z jego szczęścia. Obdarzył swoją narzeczoną uczuciem, które szybko odwzajemniła. W zamku wszyscy wiedzieli, że jego ojciec - Edward, miał romans z matką jasnowłosej, Jane. Szybko to wyszło na jaw, a małżonka pana wpadła w prawdziwą furię. Chciała, aby jej mąż wyrzucił brzemienną kochanicę na bruk, jednak tego nie uczynił. Miał litość i pozwolił im zamieszkać w posiadłości. Dał również pracę, choć niełatwą. Między jego prawowitym synem, a młódką było pięć lat różnicy.
- Charles powinieneś bardziej interesować się co zostanie podane na twoim weselu. - rzekł Thomas z lekkim politowaniem.
- Najważniejsze jest to, że poślubię kobietę, którą kocham. - zaznaczył przyszły mąż.
- Kiedy twoja narzeczona przybędzie? Czy nie powinna być już w drodze do zamku? - zapytała Diana z ciekawością.
- Będzie tu najdalej pojutrze. Liczę, że jak ostatnim razem zajmiesz się nią siostro.
- To będzie dla mnie prawdziwy zaszczyt.
Charles poczuł ukłucie w sercu. Nikt spoza zamku nie wiedział, że Diana jest jego przyrodnią siostrzyczką. Miał żal do ojca o to, że nie zapewnił jej godnego życia i nie interesuje się nią. Wiedział też, że matka stara się uprzykrzyć jej życie i już kilka razy rozmawiał z nią o tym. Niebieskooka w niczym nie zawiniła, ponadto nic od nich nie chciała. Zgodziła się na wszystko, co zgotował jej los. Podchwycił ostre jak obosieczny miecz spojrzenie przyjaciela. Thomas był jedyną osobą, która nie mieszkała na zamku, ale znał prawdę. Przyjaźń połączyła ich już dawno temu, byli też na podobnym poziomie społecznym. Młodzieniec miał czarne, dłuższe włosy i zielone, kocie oczy. Wzrostem dorównywał Charlesowi, ale był szczuplejszy. Wolał nauki, niżeli walkę mieczem i ćwiczenia fizyczne. Mimo to potrafił władać bronią bardzo dobrze. Nie uszło uwadze Charlesa, że jego przyjaciel od pewnego czasu słał ku Dianie nieśmiałe spojrzenia i tajemnicze uśmiechy. Otaczał ją troską i szczerze potępiał to, co Edward zrobił. Na razie nic na to nie rzekł, ale wątpił, że to zauroczenie przetrwa dłuższy czas.
- Zajrzę do ciebie jeszcze po obiedzie, teraz musimy iść. - oznajmił powoli.
- Oczywiście, tylko nie zapracujcie się tam. - odparła z uśmiechem i wróciła do pieczenia.
Młodzieńcy skinęli głowami na pożegnanie, a Thomas dłużej zawiesił swój wzrok na młódce. Upewnił się, że wszystko jest dobrze i wyszli na korytarz.
- Czasami jestem na siebie zły, że nie mogę wpłynąć na ojca w sprawie Diany... - wyznał z rezygnacją brązowowłosy.
- Próbowałeś?
- Wiele razy... - westchnął. - Ale jak ja zostanę panem zamku od razu się to zmieni. Ona i jej matka będą prowadzić godne życie.
- Oby tak było.
Ruszyli w stronę wyjścia. Musieli sprawdzić swoje konie i porozmawiać ze strażą zamkową. Takie wesele to nie błahostka. Wszystko musiało być zapięte na ostatni guzik. Będzie to wielkie wydarzenie nie tylko dla Shieffield.
Diana rozmyślała o tym, co powiedział jej brat. Po raz pierwszy poznała jego narzeczoną - Mary, kiedy przybyła do zamku. Została jej osobistą służącą, Charles jej ufał i chciał, żeby się w jakimś stopniu zapoznały. Jego rodzice nie przyjęli tego ciepło, ale zgodzili się. Jednak pod groźbą wyrzucenia z zamku zakazali komukolwiek mówić o tym, że jasnowłosa jest nieślubną córką Edwarda. Poskutkowało, gdyż tajemnica nie ujrzała światła dziennego. Mary okazała się dobrą i miłą dziewczyną. Bezgranicznie kochała Charlesa i cieszyła się na ich ślub. Była dobrze sytuowana i miała godny posag. Poza tym była ładna, miodowe włosy opadały kaskadami na plecy, a szare oczy zawsze się śmiały. Cieszyła się na ich ponowne spotkanie, choć znowu miała być jej służącą. Nie przeszkadzało jej to ani trochę. Najważniejsze, że Charles był szczęśliwy.
Advertisement
***
Słońce już dawno minęło zenit, a Diana jeszcze była w kuchni. Co prawda skonczyła już ciasta, ale było dużo pracy przy innych rzeczach. W tej chwili oprządzała warzywa z dwoma innymi kobietami. Kilku parobków przynosiło coś cały czas i zanosiło. Nagle do środka wszedł osobisty sługa jej ojca.
- Pan pragnie cię widzieć, natychmiast. - oznajmił w jej stronę.
Przytaknęła głową, wytarła dłonie i zdjęła fartuch wieszając go na wieszaku. Wyszli szybkim krokiem, widocznie to musiało być coś bardzo ważnego. Młódka próbowała sobie przypomnieć kiedy ostatnio widziała się z ojcem. Chyba dwa tygodnie temu... Często denerwowała się przed spotkaniami. Myślała, że wzywa ją tylko po to, aby oznajmić, że ona i matka nie mają tutaj już czego szukać i mogą iść precz. Naszczęście dotychczas to się nie stało, za co dziękowała Bogu. Zatrzymali się przed komnatą, w której zawykł urzędować jej ojciec. Przekroczyła próg i rozejrzała się dyskretnie. Ku jej zdziwieniu w środku była jej matka, Charles i jego rodzicielka. Edward gestem kazał podejść jej bliżej, co natychmiast uczyniła. Młodzieniec był lekko poddenerwowany, chodził w kółko i starał się nie patrzeć ojcu w oczy. Zmarszczyła lekko brwi... cóż takiego mogło się stać? Serce podpowiadało jej, że jest to nadzwyczajna sytuacja, nigdy nie zostali zebrani w takim gronie, co najwyżej rozmawiała z Charlottą, prawowitą żoną Edwarda. Nastała cisza, komnata była przestronna, a pod oknem stało obszerne biurko, przy którym siedział jej ojciec. Jane stała pod scianą, a Charlotta siedziała na sofie z zwycięskim uśmiechem. Przełknęła ciężko ślinę... coś musiało się wydarzyć.
- Podjęliśmy pewne decyzje w sprawie ślubu Charlesa. - zaczął Edward z powagą. - Z uwagi na twoje... pochodzenie nie możesz być na nim obecna, nawet jak służąca. Ktoś mógłby się dowiedzieć i nasza reputacja zawisnęłaby na włosku.
- Postanowiliśmy więc, że wyjedziesz na dwa tygodnie. - uzupełniła pani zamku ze zwycięskim uśmiechem.
- Nie zgadzam się na to. - syknął od razu młodzieniec. - Diana jest moją siostrą i pragnę, aby była obecna na moim ślubie i weselisku.
- Synu tłumaczyłam ci już...
- Ale mam tego dość matko! Nie pozwolę, abyście kolejny raz zadecydowali za mnie i za nią.
Edward podniósł dłoń uciszając tym samym swoją latorośl. Pomimo upływu lat wciąż był przystojnym, silnym mężczyzną, a Charles był z wyglądu do niego bardzo podobny.
- Decyzja zapadła. Diana jutro opuści Sheffield i uda się statkiem do mojej rodziny we Francji. Nie będzie tam jej niczego brakować, a wróci kilka dni po weselu.
- I pojedzie tam sama? - zapytał kpiącym tonem młodzieniec. - Ona nawet nie wyjeżdżała poza miasto!
- Pojadą z nią moi zaufani słudzy.
Nastała cisza. Diana nie powiedziała ani słowa, gdyż to co usłyszała, zabrało jej całą uwagę. Nie mogła uwierzyć, że nie będzie obecna na ślubie swojego ukochanego brata. A ten wyjazd... miał rację, nigdy nie była nawet poza miastem. Jak sobie poradzi? Jane podeszła i przytuliła córkę chcąc dodać jej otuchy. Nie miała tutaj prawa głosu, mogła tylko okazać jej swoje wsparcie.
- Nie zgadzam się. - powtórzył z uporem Charles.
- Nie mam nic więcej do dodania, możesz iść zacząć się pakować do wyjazdu. - rzekł Edward bez emocji.
Diana skinęła lekko głową, posyłając nikły uśmiech bratu. Ten spojrzał na nią z bólem w oczach. To nie tak miało być. Tak bardzo nie chciał, aby to się wydarzyło. Jego ojciec kolejny raz wyrzekł się swojej córki, jego ukochanej, młodszej siostrzyczki. Nigdy mu tego nie wybaczy. Posłał chłodne spojrzenie rodzicom i wyszedł szybkim krokiem. Dostrzegł Dianę i jej matkę, rozmawiały przyciszynymi głosami.
- Tak mi przykro kochanie... - rzekła Jane przytulając do siebie córkę.
- To nie twoja wina.. Skoro kazał mi wyjechać, to uczynię to. - odparła z rezygnacją w głosie.
Charles podszedł bliżej i westchnął z bezsilności.
- Próbowałem namówić go zmiany zdania, ale to nie poskutkowało...
- Przepraszam, że mnie nie będzie na twoim ślubie... - szepnęła smutno młódka.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze, ja tego dopilnuję.
Spojrzał prosto w oczy jej matki, jakby chcąc i ją przekonać, że tak tego nie zostawi. Po chwili wyminął kobiety i milczący oraz zmyślony udał się w bliżej nieokreślonym kierunku.
Jak na złość słońce świeciło mocno, na niebie nie było ani jednej chmurki. W nocy ziemię przykryła cieniutka warstwa białego puchu. Teraz wszystko wydawało się świecić. Diana z samego rana była już gotowa do drogi. Spakowała nieduży kufer, zabrała prawie cały swój skromny dobytek. Ubrała się w prostą, jasnoszarą suknię oraz pelerynę. Włosy rozczesała i pozostawiła rozpuszczone. Zastanawiała się nad tym co ją spotka podczas wyjazdu. Wciąż jej serce zalewał smutek, kiedy myślała o ślubie Charlesa. Westchnęła w końcu i wzięła do rąk kuferek. Nie był zbyt ciężki. Wyszła ze swojej izdebki skierowała się do wyjścia. Na zewnątrz czekała już jej matka i przyrodni brat oraz powóz z woźnicą i jednym, samotnym jeźdźcem obok.
Czarny koń kręcił się niespokojnie, jakby nie chciał gdziekolwiek jechać.
- Zobaczymy się znowu za dwa tygodnie siostro. - rzekł Charles przytulając ją mocno.
- Oczywiście. Mam nadzieję, że ślub będzie najlepszą rzeczą w twoim życiu. - odparła z uśmiechem.
Po chwili padła w ramiona matki, ta powiedziała do niej kilka słów po polsku. Jane miała rodzinę w Królestwie Polskim i nauczyła córki jej ojczystego języka. Te słowa miały stanowić dla niej pociechę i siłę. Oderwała się od rodzicielki, musiała już jechać. Nagle jeździec zdjął kaptur, bez problemu rozpoznała w nim Thomasa, zdumiała się jego widokiem.
- Mój przyjaciel będzie eskortował cię do portu. - wyjaśnił Charles rozżalonym tonem. - Nie pozwolę, aby cokolwiek ci się stało.
Skinęła głową ze zrozumieniem. Czarnowłosy miał zaciętą minę, a z jego postaci bił chłód. Zastanawiała się czy robił to z własnej, nieprzymuszonej woli. W końcu posłała ostatni, pokrzepiający uśmiech rodzinie i wsiadła do powozu. Ruszyli po chwili. Oparła głowę o ramę okna i podziwiała przesuwający się krajobraz. Prawda, zawsze chciała dużo podróżować, ale nigdy wyjeżdżać w ten sposób. Nie miała żalu do ojca przez ostatnie lata, ale teraz... czuła się wyrzutkiem, jakby wyrzucił ją z własnego domu, jakby zawsze była niechciana. Smutek przejął całe jej serce, wkrótce spadła pierwsza łza, którą bardzo szybko wytarła. Ułożyła się wygodniej i oparła głowę o ściankę. Chciała przespać całą drogę i tak też uczyniła.
***
Obudził ją dopiero łopot wiatru, bardzo charakterystyczny dla morza. Wyjrzała przez okno i dostrzegła port, wielkie statki, tłumy ludzi i biały puch opadający z nieba. Słońce kryło się wśród chmur, a wszyscy powoli zmierzali do swoich domów. Zaniedługo miały nadejść największe mrozy, nikt nie chciał znaleźć się wtedy na zewnątrz.
Diana z roziskrzonymi oczami spoglądała na statki, nigdy w życiu żadnego nie widziała. Nigdy nie marzyła, że stanie na pokładzie jednego z nich. Będzie czuła zapach soli morskiej, a wiatr rozwieje jej włosy. Przez chwilę zapomniała o tym, co zostawiła w Sheffield, przez chwilę. Jednak przecież nie wyjeżdżała na zawsze, tylko na dwa tygodnie. Powóz się zatrzymał, a ona wiedziała, że już nadszedł czas. Szczelniej okryła się peleryną i wzięła kuferek. Ku jej zdziwieniu Thomas otworzył drzwiczki powozu i podał jej dłoń, aby mogła bezpiecznie wysiąść. Ujęła ją delikatnie, zaskoczona, że nie poczuła szorstkiej skóry rękawic do jazdy konnej. Chłód uderzył w jej drobną postać, ale nie przejęła się tym zbytnio. Stanęła twardo na ziemi, a uścisk na jej dłoni stał się mocniejszy. Skierowała spojrzenie szafirowych oczu na przyjaciela Charlesa. Biło od niego zimno mocniejsze niż to na powietrzu. Był zamyślony i milczący. Doprawdy bała się odezwać, chociaż nigdy nie podniósł na nią głosu, ani jej nie ubliżył.
- Do Francji popłyniesz niestety sama, twój ojciec zrezygnował z obecności sług przez lady Charlottę. - rzekł w końcu z lekkim żalem.
- To nic... poradzę sobie. - odparła z obietnicą w głosie.
- Wiem, że tak... - jego oblicze rozjaśnił uśmiech.
Nawet nie zauważyła, kiedy ujął dłońmi jej twarz i złożył na czole czuły pocałunek. Długi i delikatny, jak blisko osoba, która się z kimś rozstaje na dłużej. Ciepło ogarnęło jej ciało i duszę, takie, którego jej od pewnego czasu brakowało.
- Będę tutaj na ciebie czekał dokładnie za dwa tygodnie.
Skinęła głową, w jego oczach była niema obietnica lepszej przyszłości. Jednak Diana nawet nie śmiała o tym myśleć. Podziękowała mu za wszystko iście anielskim uśmiechem. Odwróciła się i bez słowa wsiadła na wskazany przez niego statek. Poczekał aż odbije od brzegu i dopiero wsiadł na konia. Odjechał pełen dobrych przeczuć i nadziei. Niestety kapryśny los zechciał inaczej.
Oziębiło się, ale każdego ranka wychodziła na pokład, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Dzieliła małą kajutę z kobietą w średnim wieku. Był to statek pewnego bogatego kupca, który dobrze się znał z Edwardem, dlatego mogła się zabrać. W ładowni były bardzo dużo ładunków, od jedzenia i trunków po biżuterię i drogie tkaniny. Na statku byli przeważnie mężczyźni: członkowie niezbędnej załogi, pośrednicy kupca i kilku strażników, aby chronić liczny ładunek. Jej obecność nikomu nie wadziła, choć każdy chciał wiedzieć kim młódka jest. Trzymała się ustalonej wersji, iż jest zwykłą, prostą służącą z Sheffield. Kapitan był już wiekowy, ale pływał na wielu wodach i znał morze jak własną kieszeń. Już nie raz mierzył się z jego kaprysami, pokonywał sztormy i przeklinał wiatr, który nie chciał się pojawić i dąć w żagle. Ilekroć spoglądał na Dianę, tylekroć uśmiechał się beztrosko. Przypominała mu lata, kiedy sam dopiero co odrósł od ziemi. Jej spokojne uosobienie działało kojąco na jego nerwy.
Jednak jego irytacja wzrosła, gdy na horyzoncie pojawił się znacznie większy statek.
Advertisement
- In Serial35 Chapters
Post-Living
In the year 207xxxx, Humanity cannot die. Nyx Krývoun only has one wish, that is, to die. And finally, after 10700 years, he finally did! But, he didn't get to sleep. He now has to deal with it again. Another life as a reincarnated human in a world that parallels the one he lives in, a world that has been in so many comics that he read. A world full of magic. Another world that he must endure to find a way to finally find everlasting sleep. ___________________ Chapters are uploaded per 1-2 days. Probably. Credits to: -Trolarch- for the sketches The cover is from WeHeartIt . com
8 359 - In Serial28 Chapters
VRMMORPG:Arts Cultivation Online
A college student died and was rebirthed 10 years back from his life thus he started his life as a gamer.
8 215 - In Serial12 Chapters
Fall of the Seven Kings
Hunter’s hatred for the world begins when an order is given for him to be imprisoned by the church of his hometown. It’s been seven years.. Seven years of bottled up anger will not be stopped by rusty chains and horse whips. He will watch the society which others call a blessing burn to the ground. He will rip the six kings that rule the nation off their thrones.He will show them the wrath of the fallen king.. Aziya has always loved the world she lived in; the mystery, the adventure. All of it seemed more of a dream than reality, that is until she met the woman who showed her the horrors of the world. With her personal mantra “Help everyone even if they don't deserve it; Kindness will always be repaid.”, she urges herself to better the world and sets off on a journey in order to make the world a better place. The fate of our two protagonists collide as they get closer and closer towards their personal goals. Will death and pain rule the forgotten land of Alagadda or will hope and peace prevail and shield the oblivious citizens to which they call this land their home.
8 188 - In Serial58 Chapters
Businessman reincarnated in fantasy novel
I died by the mistake of god, as a compensation in my second life I got reincarnated in the novel I read last night with immense powers,As family of my favourite character my grandfather.The most powerful person in the entire kingdom whom the king want to remove. I don't want his end like original story, but I have commoners blood will I be able to win favour of my grandfather?With the ultimate goal to rule the nation witness journey of businessman. By author : sam
8 206 - In Serial11 Chapters
Life is Wilde
There is a world where fiction meets reality. A world where human logic may prevail. Where human logic is the main thing that binds humanity. A world where Humanity is lesser to The World.Synopsis (For Chapters after Authors Note):Oscar is a child alike most others. He loves his mother, doesn't know his dad, and lives in a dome. Only, his greatest dream is to explore the vast wildes that plague the world. The problem is, the wildes house strange creatures mutated by radiation and a mysterious energy called "The Essence". How will Oscar ever survive in this chaotic world? Come, watch as our beloved character grows, makes friends, and paves a road into the firmaments as he establish his name in the new historical categories.Author's note*:This is an idea I'm roughing out. I'll be writing randomly, attenmpting to forge a storyline from my own sweat, determination, and creativity. It's loosely based on some Wuxia/Xuanhuan fictions I've read. It will have elements of human physiology, psychology, environmental science, nature vs man, man vs nature, human nature vs humanity, etc. This story is mean to be a work of fiction. It encompasses some of my views on morality. It will have corruption, foul-language, ignorance, racism. It will glean a bright world with imagination fused with the dark shadows for some to seek refuge. Though, in the world I will be creating... Refuge comes at a cost. A steep one.That is the Way of the World. The way of my world.Need cover art plz
8 120 - In Serial37 Chapters
Hood shit 3
Book 3 of hood shit .. enjoy because this have been wanted for the longest💕( definitely hate this book but enjoy ig)
8 235

