《Wspaniałe Stulecie: Ogień i Lód》Diana
Advertisement
"Nie będę się bać."
Promienie słońca wpadły, przez okienko do malutkiej izdebki. Zatrzymały się na łożu, na którym leżała młoda dziewczyna. Kiedy dosięgły jej twarzy, zmarszczyła brwi. Po chwili otworzyła oczy o niezwykłej, błękitnej barwie. Podniosła się do pozycji siedzącej i przeciągnęła. Szybko wstała i nałożyła na siebie prosty szlafrok. Miała dzisiaj dużo do zrobienia, dlatego musiała się pospieszyć. Wykonała poranną toaletę i przebrała się w prostą, szarawą suknię. Włosy, długie, jasne i proste, zaplotła w warkocz. Założyła fartuszek i wyszła ze swojego pokoiku. W pałacyku było jeszcze cicho, godzina była wczesna, więc domownicy jeszcze spali. Tylko służba krzątała się tu i ówdzie. Zapalali pochodnie w ciemniejszych korytarzach, nosili rzeczy i robili porządki. Dziewczyna dostrzegła Annę, przełożoną służących. Starsza, pulchna kobieta uśmiechnęła się do niej wesoło.
- Widzę, że ranny ptaszek z ciebie.
- Mamy dużo pracy, wszakże za dwa tygodnie ma się odbyć ślub mojego przyrodniego brata.
- Na razie wszystko idzie dobrze. Zdążymy na czas o to się nie martw.
Dziewczyna uśmiechnęła się delikatnie. Przygotowania szły pełną parą. Zaczęli miesiąc temu i teraz zostały tylko potrawy, stroje i udekorowanie sali balowej. Ślub miał odbyć się w miejskiej katedrze, a potem goście mieli się tutaj bawić. Zaproszono chyba ze trzysta osób, o ile nie więcej.
- Idź do kuchni, podobno potrzeba tam pomocy.
Jasnowłosa przytaknęła i bardzo cicho udała się we skazane miejsce. Potrafiła zajmować się domem i wykonywać obowiązki. Była zorganizowana i przykładała się zawsze do pracy, której teraz było co nie miara. W końcu znalazła się w kuchni. Krzątało się tam kilka kobiet i dwóch pomocników. Było tam gorąco, z pieca buchały płomienie, a każdą wolną przestrzeń zajmowały naczynia i składniki. Na największym stole leżał świeżo upolowany dzik.
- Dobrze, że jesteś kochanie. - rzekła jedna z nich. - Trzeba upiec trzy ciasta, pani zażyczyła sobie na spróbowanie. Chce wybrać, które będzie na weselu.
Młódka bez słowa zabrała się do pracy. Musiała zapewne zdążyć przed wieczorną porą, wtedy nikomu nie będzie chciało się próbować wypieków. Kobiety przede wszystkim szykowały śniadanie dla domowników i robiły przetwory, które miały znaleźć się na weselu. Pan zamku nakazał otworzyć piwniczkę z winami i przejrzeć ją. Trzeba było zdecydować, które trunki zostaną podane gościom. Tym jednak chciał zająć się osobiście. Nie brakowało więc pracy, cały czas ktoś wychodził i wchodził.
***
Około godziny dziesiątej w kuchni się przerzedziło. Podano posiłki w prywatnych komnatach, większość domowników była już na nogach. Młódka właśnie pilnowała jak rosną wypieki i ugniatała ciasto na kolejne. Nieoczekiwanie drzwi otwarły się z łoskotem. Do środka wpadli dwaj młodzieńcy, pierwszy trzymał w ręku jedwabną chustkę, a drugi próbował go złapać i ją odzyskać. Wszyscy zaczęli się śmiać i oglądać ich zmagania.
- Thomasie chyba ci życie niemiłe! Oddaj mi to natychmiast! - zawołał wyższy z nich.
- Nie tak prędko! Pierw zdradź mi co takiego przygotowałeś dla swej lubej!
Złodziej zwinnie uskoczył i uciekł za stół, który teraz oddzielał ich od siebie. Okradziony miał zaciętą minę i byl zdeterminowany, żeby odzyskać swoją własność.
- To ma być niespodzianka, a znając twoją skołonność do ploteczek, zaraz wszystko wyjawisz.
- Swojemu najlepszemu przyjacielowi nie powiesz? Kto tak postępuje?
- Oddawaj!
Przyskoczył do niego i szamotali się przez chwilę, aż odebrał chustkę. Uśmiechnął się zwycięsko i schował ją do kieszonki na piersi. Rozejrzał się i dostrzegł młódkę spoglądającą na nich ze szerokim uśmiechem.
- Diano! Siostro kochana! - zawołał i zaraz zamknął ją w braterskim uścisku. - Jak ci dzionek mija?
- Dobrze, twoja matka zażyczyła sobie na spróbowanie trzy ciasta. Chce zdecydować, które mają pojawić się na weselu.
Nabrał na palec trochę masy i skosztował, trzepnęła go w ramie. Nigdy nie czuła się gorsza będąc bękartem. Prawda, ojciec jej nie uznał i nie nazywał córką, a jego żona uprzykrzała jej życie cały czas, ale mimo to była szczęśliwa. Miała dach nad głową, pracowała i spotykała się z bratem. Młodzieniec spojrzał na nią z wesołością. Miał brązowe, krótkie włosy i czekoladowe oczy. Był wysoki, szeroki w barkach, ale wąski w biodrach. Był bardzo podobny do ich ojca, po matce odziedziczył ciemniejszy o ton kolor skóry i kilka cech charakteru.
Advertisement
- Cokolwiek upieczesz, na pewno będzie dobre. - rzekł z głębokim przekonaniem.
Diana zarumieniła się lekko na ten komplement. Bardzo cieszyła się z jego szczęścia. Obdarzył swoją narzeczoną uczuciem, które szybko odwzajemniła. W zamku wszyscy wiedzieli, że jego ojciec - Edward, miał romans z matką jasnowłosej, Jane. Szybko to wyszło na jaw, a małżonka pana wpadła w prawdziwą furię. Chciała, aby jej mąż wyrzucił brzemienną kochanicę na bruk, jednak tego nie uczynił. Miał litość i pozwolił im zamieszkać w posiadłości. Dał również pracę, choć niełatwą. Między jego prawowitym synem, a młódką było pięć lat różnicy.
- Charles powinieneś bardziej interesować się co zostanie podane na twoim weselu. - rzekł Thomas z lekkim politowaniem.
- Najważniejsze jest to, że poślubię kobietę, którą kocham. - zaznaczył przyszły mąż.
- Kiedy twoja narzeczona przybędzie? Czy nie powinna być już w drodze do zamku? - zapytała Diana z ciekawością.
- Będzie tu najdalej pojutrze. Liczę, że jak ostatnim razem zajmiesz się nią siostro.
- To będzie dla mnie prawdziwy zaszczyt.
Charles poczuł ukłucie w sercu. Nikt spoza zamku nie wiedział, że Diana jest jego przyrodnią siostrzyczką. Miał żal do ojca o to, że nie zapewnił jej godnego życia i nie interesuje się nią. Wiedział też, że matka stara się uprzykrzyć jej życie i już kilka razy rozmawiał z nią o tym. Niebieskooka w niczym nie zawiniła, ponadto nic od nich nie chciała. Zgodziła się na wszystko, co zgotował jej los. Podchwycił ostre jak obosieczny miecz spojrzenie przyjaciela. Thomas był jedyną osobą, która nie mieszkała na zamku, ale znał prawdę. Przyjaźń połączyła ich już dawno temu, byli też na podobnym poziomie społecznym. Młodzieniec miał czarne, dłuższe włosy i zielone, kocie oczy. Wzrostem dorównywał Charlesowi, ale był szczuplejszy. Wolał nauki, niżeli walkę mieczem i ćwiczenia fizyczne. Mimo to potrafił władać bronią bardzo dobrze. Nie uszło uwadze Charlesa, że jego przyjaciel od pewnego czasu słał ku Dianie nieśmiałe spojrzenia i tajemnicze uśmiechy. Otaczał ją troską i szczerze potępiał to, co Edward zrobił. Na razie nic na to nie rzekł, ale wątpił, że to zauroczenie przetrwa dłuższy czas.
- Zajrzę do ciebie jeszcze po obiedzie, teraz musimy iść. - oznajmił powoli.
- Oczywiście, tylko nie zapracujcie się tam. - odparła z uśmiechem i wróciła do pieczenia.
Młodzieńcy skinęli głowami na pożegnanie, a Thomas dłużej zawiesił swój wzrok na młódce. Upewnił się, że wszystko jest dobrze i wyszli na korytarz.
- Czasami jestem na siebie zły, że nie mogę wpłynąć na ojca w sprawie Diany... - wyznał z rezygnacją brązowowłosy.
- Próbowałeś?
- Wiele razy... - westchnął. - Ale jak ja zostanę panem zamku od razu się to zmieni. Ona i jej matka będą prowadzić godne życie.
- Oby tak było.
Ruszyli w stronę wyjścia. Musieli sprawdzić swoje konie i porozmawiać ze strażą zamkową. Takie wesele to nie błahostka. Wszystko musiało być zapięte na ostatni guzik. Będzie to wielkie wydarzenie nie tylko dla Shieffield.
Diana rozmyślała o tym, co powiedział jej brat. Po raz pierwszy poznała jego narzeczoną - Mary, kiedy przybyła do zamku. Została jej osobistą służącą, Charles jej ufał i chciał, żeby się w jakimś stopniu zapoznały. Jego rodzice nie przyjęli tego ciepło, ale zgodzili się. Jednak pod groźbą wyrzucenia z zamku zakazali komukolwiek mówić o tym, że jasnowłosa jest nieślubną córką Edwarda. Poskutkowało, gdyż tajemnica nie ujrzała światła dziennego. Mary okazała się dobrą i miłą dziewczyną. Bezgranicznie kochała Charlesa i cieszyła się na ich ślub. Była dobrze sytuowana i miała godny posag. Poza tym była ładna, miodowe włosy opadały kaskadami na plecy, a szare oczy zawsze się śmiały. Cieszyła się na ich ponowne spotkanie, choć znowu miała być jej służącą. Nie przeszkadzało jej to ani trochę. Najważniejsze, że Charles był szczęśliwy.
Advertisement
***
Słońce już dawno minęło zenit, a Diana jeszcze była w kuchni. Co prawda skonczyła już ciasta, ale było dużo pracy przy innych rzeczach. W tej chwili oprządzała warzywa z dwoma innymi kobietami. Kilku parobków przynosiło coś cały czas i zanosiło. Nagle do środka wszedł osobisty sługa jej ojca.
- Pan pragnie cię widzieć, natychmiast. - oznajmił w jej stronę.
Przytaknęła głową, wytarła dłonie i zdjęła fartuch wieszając go na wieszaku. Wyszli szybkim krokiem, widocznie to musiało być coś bardzo ważnego. Młódka próbowała sobie przypomnieć kiedy ostatnio widziała się z ojcem. Chyba dwa tygodnie temu... Często denerwowała się przed spotkaniami. Myślała, że wzywa ją tylko po to, aby oznajmić, że ona i matka nie mają tutaj już czego szukać i mogą iść precz. Naszczęście dotychczas to się nie stało, za co dziękowała Bogu. Zatrzymali się przed komnatą, w której zawykł urzędować jej ojciec. Przekroczyła próg i rozejrzała się dyskretnie. Ku jej zdziwieniu w środku była jej matka, Charles i jego rodzicielka. Edward gestem kazał podejść jej bliżej, co natychmiast uczyniła. Młodzieniec był lekko poddenerwowany, chodził w kółko i starał się nie patrzeć ojcu w oczy. Zmarszczyła lekko brwi... cóż takiego mogło się stać? Serce podpowiadało jej, że jest to nadzwyczajna sytuacja, nigdy nie zostali zebrani w takim gronie, co najwyżej rozmawiała z Charlottą, prawowitą żoną Edwarda. Nastała cisza, komnata była przestronna, a pod oknem stało obszerne biurko, przy którym siedział jej ojciec. Jane stała pod scianą, a Charlotta siedziała na sofie z zwycięskim uśmiechem. Przełknęła ciężko ślinę... coś musiało się wydarzyć.
- Podjęliśmy pewne decyzje w sprawie ślubu Charlesa. - zaczął Edward z powagą. - Z uwagi na twoje... pochodzenie nie możesz być na nim obecna, nawet jak służąca. Ktoś mógłby się dowiedzieć i nasza reputacja zawisnęłaby na włosku.
- Postanowiliśmy więc, że wyjedziesz na dwa tygodnie. - uzupełniła pani zamku ze zwycięskim uśmiechem.
- Nie zgadzam się na to. - syknął od razu młodzieniec. - Diana jest moją siostrą i pragnę, aby była obecna na moim ślubie i weselisku.
- Synu tłumaczyłam ci już...
- Ale mam tego dość matko! Nie pozwolę, abyście kolejny raz zadecydowali za mnie i za nią.
Edward podniósł dłoń uciszając tym samym swoją latorośl. Pomimo upływu lat wciąż był przystojnym, silnym mężczyzną, a Charles był z wyglądu do niego bardzo podobny.
- Decyzja zapadła. Diana jutro opuści Sheffield i uda się statkiem do mojej rodziny we Francji. Nie będzie tam jej niczego brakować, a wróci kilka dni po weselu.
- I pojedzie tam sama? - zapytał kpiącym tonem młodzieniec. - Ona nawet nie wyjeżdżała poza miasto!
- Pojadą z nią moi zaufani słudzy.
Nastała cisza. Diana nie powiedziała ani słowa, gdyż to co usłyszała, zabrało jej całą uwagę. Nie mogła uwierzyć, że nie będzie obecna na ślubie swojego ukochanego brata. A ten wyjazd... miał rację, nigdy nie była nawet poza miastem. Jak sobie poradzi? Jane podeszła i przytuliła córkę chcąc dodać jej otuchy. Nie miała tutaj prawa głosu, mogła tylko okazać jej swoje wsparcie.
- Nie zgadzam się. - powtórzył z uporem Charles.
- Nie mam nic więcej do dodania, możesz iść zacząć się pakować do wyjazdu. - rzekł Edward bez emocji.
Diana skinęła lekko głową, posyłając nikły uśmiech bratu. Ten spojrzał na nią z bólem w oczach. To nie tak miało być. Tak bardzo nie chciał, aby to się wydarzyło. Jego ojciec kolejny raz wyrzekł się swojej córki, jego ukochanej, młodszej siostrzyczki. Nigdy mu tego nie wybaczy. Posłał chłodne spojrzenie rodzicom i wyszedł szybkim krokiem. Dostrzegł Dianę i jej matkę, rozmawiały przyciszynymi głosami.
- Tak mi przykro kochanie... - rzekła Jane przytulając do siebie córkę.
- To nie twoja wina.. Skoro kazał mi wyjechać, to uczynię to. - odparła z rezygnacją w głosie.
Charles podszedł bliżej i westchnął z bezsilności.
- Próbowałem namówić go zmiany zdania, ale to nie poskutkowało...
- Przepraszam, że mnie nie będzie na twoim ślubie... - szepnęła smutno młódka.
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze, ja tego dopilnuję.
Spojrzał prosto w oczy jej matki, jakby chcąc i ją przekonać, że tak tego nie zostawi. Po chwili wyminął kobiety i milczący oraz zmyślony udał się w bliżej nieokreślonym kierunku.
Jak na złość słońce świeciło mocno, na niebie nie było ani jednej chmurki. W nocy ziemię przykryła cieniutka warstwa białego puchu. Teraz wszystko wydawało się świecić. Diana z samego rana była już gotowa do drogi. Spakowała nieduży kufer, zabrała prawie cały swój skromny dobytek. Ubrała się w prostą, jasnoszarą suknię oraz pelerynę. Włosy rozczesała i pozostawiła rozpuszczone. Zastanawiała się nad tym co ją spotka podczas wyjazdu. Wciąż jej serce zalewał smutek, kiedy myślała o ślubie Charlesa. Westchnęła w końcu i wzięła do rąk kuferek. Nie był zbyt ciężki. Wyszła ze swojej izdebki skierowała się do wyjścia. Na zewnątrz czekała już jej matka i przyrodni brat oraz powóz z woźnicą i jednym, samotnym jeźdźcem obok.
Czarny koń kręcił się niespokojnie, jakby nie chciał gdziekolwiek jechać.
- Zobaczymy się znowu za dwa tygodnie siostro. - rzekł Charles przytulając ją mocno.
- Oczywiście. Mam nadzieję, że ślub będzie najlepszą rzeczą w twoim życiu. - odparła z uśmiechem.
Po chwili padła w ramiona matki, ta powiedziała do niej kilka słów po polsku. Jane miała rodzinę w Królestwie Polskim i nauczyła córki jej ojczystego języka. Te słowa miały stanowić dla niej pociechę i siłę. Oderwała się od rodzicielki, musiała już jechać. Nagle jeździec zdjął kaptur, bez problemu rozpoznała w nim Thomasa, zdumiała się jego widokiem.
- Mój przyjaciel będzie eskortował cię do portu. - wyjaśnił Charles rozżalonym tonem. - Nie pozwolę, aby cokolwiek ci się stało.
Skinęła głową ze zrozumieniem. Czarnowłosy miał zaciętą minę, a z jego postaci bił chłód. Zastanawiała się czy robił to z własnej, nieprzymuszonej woli. W końcu posłała ostatni, pokrzepiający uśmiech rodzinie i wsiadła do powozu. Ruszyli po chwili. Oparła głowę o ramę okna i podziwiała przesuwający się krajobraz. Prawda, zawsze chciała dużo podróżować, ale nigdy wyjeżdżać w ten sposób. Nie miała żalu do ojca przez ostatnie lata, ale teraz... czuła się wyrzutkiem, jakby wyrzucił ją z własnego domu, jakby zawsze była niechciana. Smutek przejął całe jej serce, wkrótce spadła pierwsza łza, którą bardzo szybko wytarła. Ułożyła się wygodniej i oparła głowę o ściankę. Chciała przespać całą drogę i tak też uczyniła.
***
Obudził ją dopiero łopot wiatru, bardzo charakterystyczny dla morza. Wyjrzała przez okno i dostrzegła port, wielkie statki, tłumy ludzi i biały puch opadający z nieba. Słońce kryło się wśród chmur, a wszyscy powoli zmierzali do swoich domów. Zaniedługo miały nadejść największe mrozy, nikt nie chciał znaleźć się wtedy na zewnątrz.
Diana z roziskrzonymi oczami spoglądała na statki, nigdy w życiu żadnego nie widziała. Nigdy nie marzyła, że stanie na pokładzie jednego z nich. Będzie czuła zapach soli morskiej, a wiatr rozwieje jej włosy. Przez chwilę zapomniała o tym, co zostawiła w Sheffield, przez chwilę. Jednak przecież nie wyjeżdżała na zawsze, tylko na dwa tygodnie. Powóz się zatrzymał, a ona wiedziała, że już nadszedł czas. Szczelniej okryła się peleryną i wzięła kuferek. Ku jej zdziwieniu Thomas otworzył drzwiczki powozu i podał jej dłoń, aby mogła bezpiecznie wysiąść. Ujęła ją delikatnie, zaskoczona, że nie poczuła szorstkiej skóry rękawic do jazdy konnej. Chłód uderzył w jej drobną postać, ale nie przejęła się tym zbytnio. Stanęła twardo na ziemi, a uścisk na jej dłoni stał się mocniejszy. Skierowała spojrzenie szafirowych oczu na przyjaciela Charlesa. Biło od niego zimno mocniejsze niż to na powietrzu. Był zamyślony i milczący. Doprawdy bała się odezwać, chociaż nigdy nie podniósł na nią głosu, ani jej nie ubliżył.
- Do Francji popłyniesz niestety sama, twój ojciec zrezygnował z obecności sług przez lady Charlottę. - rzekł w końcu z lekkim żalem.
- To nic... poradzę sobie. - odparła z obietnicą w głosie.
- Wiem, że tak... - jego oblicze rozjaśnił uśmiech.
Nawet nie zauważyła, kiedy ujął dłońmi jej twarz i złożył na czole czuły pocałunek. Długi i delikatny, jak blisko osoba, która się z kimś rozstaje na dłużej. Ciepło ogarnęło jej ciało i duszę, takie, którego jej od pewnego czasu brakowało.
- Będę tutaj na ciebie czekał dokładnie za dwa tygodnie.
Skinęła głową, w jego oczach była niema obietnica lepszej przyszłości. Jednak Diana nawet nie śmiała o tym myśleć. Podziękowała mu za wszystko iście anielskim uśmiechem. Odwróciła się i bez słowa wsiadła na wskazany przez niego statek. Poczekał aż odbije od brzegu i dopiero wsiadł na konia. Odjechał pełen dobrych przeczuć i nadziei. Niestety kapryśny los zechciał inaczej.
Oziębiło się, ale każdego ranka wychodziła na pokład, aby zaczerpnąć świeżego powietrza. Dzieliła małą kajutę z kobietą w średnim wieku. Był to statek pewnego bogatego kupca, który dobrze się znał z Edwardem, dlatego mogła się zabrać. W ładowni były bardzo dużo ładunków, od jedzenia i trunków po biżuterię i drogie tkaniny. Na statku byli przeważnie mężczyźni: członkowie niezbędnej załogi, pośrednicy kupca i kilku strażników, aby chronić liczny ładunek. Jej obecność nikomu nie wadziła, choć każdy chciał wiedzieć kim młódka jest. Trzymała się ustalonej wersji, iż jest zwykłą, prostą służącą z Sheffield. Kapitan był już wiekowy, ale pływał na wielu wodach i znał morze jak własną kieszeń. Już nie raz mierzył się z jego kaprysami, pokonywał sztormy i przeklinał wiatr, który nie chciał się pojawić i dąć w żagle. Ilekroć spoglądał na Dianę, tylekroć uśmiechał się beztrosko. Przypominała mu lata, kiedy sam dopiero co odrósł od ziemi. Jej spokojne uosobienie działało kojąco na jego nerwy.
Jednak jego irytacja wzrosła, gdy na horyzoncie pojawił się znacznie większy statek.
Advertisement
- In Serial26 Chapters
Eternal Chronicles: Vampire
In an age long past, when the the world was covered in ice and snow, there existed a tribe of hard willed people. In this tribe, there lived a young boy, Ulfvaldr. When a great calamity struck the tribe, sending them fleeing from their home, Ulfvaldr would find his life, his very existence, to have changed. He became the first vampire. Buried in a mound of snow for eons, Ulfvaldr would wake up in a world of green and vegetation, a world changed. His actions in the new age, would ultimately result in the trepidation of humanity, and the rise of the vampire race.Join Ulfvaldr in his journey, as the Chronicler tells the the story of the origin of vampirism, both their greatest moments, as well as their darkest age, right up to the contemporary day, through a series of books. Book 1 out now on Amazon and Smashwords for $2.99! The version uploaded here can be considered as a first draft, as I may want to publish the story, when its finished, and chapters may be taken down in the future.
8 176 - In Serial24 Chapters
Greatest Xianxia Book
Hallo! Konnichuwa! This is greatest xianxia book read plez! Ching chong shang shing shung chang!!
8 199 - In Serial10 Chapters
Vampire Villainess
When a dimensional parasite reincarnates into a new host after a bad sexual encounter, the monster gets more than they bargained for by becoming the villain of an otome game. ----- After her 'death' the vampire wakes up in the body of Aurelie dun Rhianon hal Rotthfuss zer Aventide, the villainess of 'Serenade Of The Doves' an 18+ otoge she had recently completed, and hijacked her body a day after the events of the game begins. 'What bullshit is this?! The female lead is as interesting as a limp noodle! She's even succeeded in balancing all the affairs with the capture targets?! I don't know if I should be impressed or disgusted at her time management skills.' Watch as an immortal monster tries their hardest to not get embroiled in the love affairs of the holy maiden, and squeeze as many ass cheeks as she can in 'Vampire Villainess!' ----- Release: Whenever I don't feel like shit
8 187 - In Serial18 Chapters
Alter [ENG]
Ten years ago, Dawn of Darkness shook the world, sending bloodthirsty creatures from another world through portals to Earth. Newly awakened hunters opposed them, thanks to gaining the power to control magic and abilities beyond the boundaries of the average human. In present day Akally, a red-haired young man, is one of the awakened endowed with the ability to heal injuries, strengthen allies and... resurrect the dead. [The story is a translation of my original work done by me. English is my second language, therefore I will appreciate if you tell me about any mistakes you spot so I can learn from it and fix it. Thank you for understanding.]
8 73 - In Serial27 Chapters
Life in a puppy pack (Sterek) (Boyxboy) (completed)
It's summer break, and Stiles is pack mom. The plan was to simply spend the summer in Dereks lake house, to relax and do some pack bonding. But things really don't go as planned when amnesia, kidnapping, proposals and a certain annoying uncle (not neccesarely in that order) decide to make this summer a little bit more interesting. THERE IS A LOT OF FLUFF IN THIS STORY (boyxboy) (sterek fic) I DO NOT OWN TEEN WOLF BUT IF I DID IT'D BE FREAKING AWESOME c:-
8 216 - In Serial4 Chapters
A Force Of Love: A Star Wars Short Story
Sometimes to keep those you love from dying, you have to give up your own life. (An Episode IX Story)
8 106

